Opowieści zegarów

O CZYM OPOWIADAJĄ ZEGARY?

 Opowieść pierwsza

-Witajcie! Nie wiecie, kim jestem?
 Zegarem. Chcę wam opowiedzieć historię o dniu wigilijnym takim jak dzisiejszy.
***
         Mały pies Timi przysiadł na ulicznym bruku. Pełen smutku patrzył w rozświetlone okna, na spieszących się biegnących ludzi, na wesołe tłumy.
- Wszyscy dziś dostaną prezenty prócz mnie- pomyślał i z podkulonym ogonem podreptał pod blok. Tam ułożył się na boku i usnął.
         Obudził się w nocy. Było jasno, a niebo wyglądało niezwykle pięknie. Timi podniósł się na swoich czterech łapach i jak zahipnotyzowany ruszył przez miasto. I wtedy go zobaczył! Święty Mikołaj! O rety!
          I rzeczywiście był to święty Mikołaj. Myślisz teraz, że wydobył ze swego wielkiego wora najpiękniejszy prezent świata i wręczył go Timiemu.
    Otóż i tak, i nie. Święty Mikołaj dobrotliwie popatrzył na psiaka i podarował mu Słowa! – Pamiętaj, że najpiękniejszy skarb to rodzina...i odszedł. Timi chciał biec za nim, ale nagle zemdlał. Gdy się ocknął, zerwał się na równe łapy i popędził do...schroniska! Tam właśnie wraz z innymi psami spędził Wigilię i odkrył prawdziwy dar – RODZINĘ.
***
BIM BOM, BIM BOM! Za chwilę dwunasta. Idźcie dzieci, idźcie do rodziny.
(opowieść starego zegara spisała Ola Hallmann)

 Pożar

        Jestem starym drewnianym zegarem. Mieszkam w murowanym domu, ale nie wybijam godzin. Służę tylko jako mebel do parasolek.
      Dawniej, kiedy jeszcze moje wahadło huśtało się tam i z powrotem, mieszkałem w domu drewnianym. Chcę wam opowiedzieć o dniu, w którym mój dawny dom stanął w płomieniach.
       Był grudniowy, śnieżny dzień – Wigilia. Tysiące świeczek paliły się na choince całej srebrnej od włosów anielskich. Pan domu popatrzył z zachwytem na wystrojone, rozświetlone drzewko i zadowolony wyszedł po łososia na świąteczną kolację. Zostawił choinkę, mnie i cały dom.
        Nagle podmuch wiatru wtargnął do pokoju przez komin. Płomyki świec przechyliły się niebezpiecznie w kierunku srebrnych ozdób. W mgnieniu oka choinka stanęła w płomieniach. Wkrótce cały dom jęczał i trzeszczał smagany przez nielitościwe ogniste języki. Dym przysłonił widok. Stałem w jedynym kącie, do którego nie dotarły jeszcze groźne płomienie, gdy nagle i do mnie podpełzły złote węże. Zaczęły lizać dębowe drewno, z którego niegdyś mnie zrobiono. Już po mnie! Wtedy nadjechała straż pożarna, a dom otoczyli ludzie z kubłami wody. Żywioł spowodował takie gorąco, że najmniejsze zębate kółka mego mechanizmu rozpuściły się.
        Od tego dnia stoję sobie w kącie murowanego domu i nie wybijam godzin.
Jestem doskonałym wieszakiem na parasole.
(opowieść starego zegara spisała Szafira)

 Dziwna Wigilia

    - Bim bum, bim bum, bim bum, bim bum. Właśnie wybiłem czwartą godzinę. Na razie w bibliotece dworskiej panuje wielka cisza, ale już za dwie godziny zaroi się tu od gości, bo to przecież Wigilia. Ogromny stół przykryty białym obrusem przygotowany jest na pięćdziesięcioro gości. Uff! Nie zazdroszczę stołowi.
    Książki zaczynają wiercić się niespokojnie na półkach. Te z górnych nie muszą się bać. Są za wysoko, by je dosięgnąć. Ale te z niższych mogą mieć męczący wieczór. W szafie słychać szmer ubrań. Nawet parasol wiszący obok mnie nie może się doczekać.
    -Bim bum, bim bum...Piata! Jasiek i Marysia wbiegają odświętnie ubrani, za nimi pozostali domownicy. Wszyscy nakrywają do stołu. Pojawia się dwanaście dań, jak każdego roku.
Jak one pięknie pachną. Sam bym chętnie coś zjadł, ale podobno zegary nie potrafią. Czy ja wiem...
    Już prawie szósta! Wszystko jest gotowe do Wigilii. Domownicy czekają na gości, ale ci nie nadchodzą. Dania stygną, a gości nie ma. – Bim bum... Szósta! Wszyscy ciągle na mnie spoglądają. Na niebie pojawiła się już pierwsza gwiazdka, prezenty niecierpliwią się pod choinką, a gości nie ma, ani jednego! Dzieci zaczynają płakać. O siódmej wygłodzeni domownicy zasiadają do kolacji. Jedzą w milczeniu. Jak smutno.
    Goście nie przyszli. Okazało się, że ktoś zerwał z kalendarz o jedną kartkę za dużo. To był dopiero wieczór 23 grudnia!
Następnego dnia moi gospodarze poszli z dziećmi na Wigilię do babci, ale mnie już tam nie było.
(opowieść zegara spisał Karol Łubniewski)

 Bajka

           Na Wojtusia z popielnika iskierka znów mruga Chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa.
          Zegar na szczycie krajobrazu wybijał baśniowe godziny dla tych, którzy doszli na jego szczyt. Wieść o tym szybko rozeszła się po okolicy.
           Mała myszka pomyślała, że wreszcie nadszedł i dla niej czas i wybrała się  w drogę.
Trzymała się polnych dróżek, by nie stratowały jej słonie i hipopotamy, które również chciały znaleźć się w baśni.
          Mała myszka oprócz tego, że była naprawdę mała, nie wyróżniała się niczym innym. Swój mysi ogonek przewiązywała czerwoną wstążką, a na łebku miała przechylony na bakier zielony beret. Bała się też kotów, jak przystało na mysz.
          Pewnego dnia zasnęła zmęczona w korzeniach ogromnego drzewa. Obudził ją zapach wędzonej ryby. Naprzeciwko niej siedział kot. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Miał zielone oczy, bure futro i jak na kota przystało chytre spojrzenie. Zajadał rybę i nie spuszczał wzroku
z myszki. Ta zaplątana w korzenie czekała na skok drapieżnika. Ten odgadł jej myśli i zamiauczał wesoło: „Nie bój się mała, jesteś w baśni.”
           Wtedy myszka usłyszała zegar, które wybijał baśniowe godziny. Była na szczycie krajobrazu.

(Hor)