Stopolanka Nr 10

 Gaja Dreszler 
Pod znakiem Franciszka

       Co roku, od około dziesięciu lat w dawnym kinie Gedania odbywa się koncert św. Franciszka organizowany przez nauczycieli, uczniów oraz rodziców naszej szkoły. Ten rok jest szczególny, żegnamy się z dobrze nam znaną sceną, po raz ostatni wystąpimy na jej deskach.

Kino Gedania to obiekt, który posiada w sobie duży potencjał, choć jest nieużywany lub jest, lecz tylko z rzadka. Zamknięto go w latach 90.
Nazwa koncertu przyjęła się od daty się przedstawienia, czyli w okolicy dnia imienin świętego Franciszka. Tematem przewodnim tegorocznego koncertu jest ogień. W tym roku obejrzymy narodziny ognia, tysiące płomyczków, które zaprezentują klasy najmłodsze, będą też wśród nich strażnicy ognia i greccy bogowie z tytanem Prometeuszem na czele i stworzonymi przez niego ludźmi, a wszystko to pod przewodnictwem pań Beaty Dettlaff i Joanny Klonowskiej, które spinają w całość pracę wychowawców i uczniów.

 

Plan koncertu św. Franciszka

W  przedstawieniu biorą udział wszystkie klasy szkoły podstawowej i gimnazjum, które prezentują swoje własne, klasowe występy, natomiast konferansjerką zajmuje się klasa III gimnazjum.

Kl. 0 -Taniec ogników
Kl. I+ III – „Jak Prometeusz wykradł ogień i strażnicy ognia”
kl. II-„ Dziś prawdziwych cyganów już nie ma, czyli przy ognisku”
kl. IV - „Strażacy, bo na Polankach się pali”
kl. V - Wizja piekła
kl. VI - Ogniste Pueblo w Meksyku
kl. IG - „Historia rycerzy, czyli Ogniem i mieczem”
kl. IIG - Taniec ognia
kl. IIIG - konferansjerka

 Joasia Mitura
Płomyczek

Tęcza wciąż ogarnia płomień,
Który tańczy żarząc się,
Płynie grzejąc moje dłonie,
Rozmyślne w słońcu łez,
 
Pada gasząc me płomienie,
Pada by roztrącić je,
Pada pada gęstą rosą ,
Pada by odnaleźć się.                          

 

 

 Paulina Szymańska,

Ogień

Myślisz że Ty jedyny
Dzisiaj nadejdzie Twój koniec
Nie składają się rymy
Chociaż pragnę nie płonę
Rozpalić ognia nie umiesz
                           Jak jakiś australopitek
                           Choćbym chciała nie frunę
                           Napędzana zachwytem
                           Gdybyś nosił przy sobie
                           Przynajmniej jedną pochodnię
                           Stałbyś się moim Bogiem
                           Mówiłabym znacznie łagodniej

 

Najlepsza biolożka :) wśród gimnazjalistów województwa

Mamy laureatkę olimpiady biologicznej. Gratulujemy Zuzi Sadowskiej i jej opiekunce naukowej pani Małgosi Borzęckiej.

Reporterzy „Stopolanki” w czołówce młodych dziennikarzy w województwie

O Martynie Niedźwieckiej i Grzesiu Fortunie czytaj na s. 2-3.                           

 

Laureaci literackich konkursów poetyckich

Beata Wałdowska, Mateusz Rożek, Wiktor Stankiewicz, Michał Łazor  s. 10-11.
 

 

Narnia p. Małgosi Polczyk wygrała!

Scenariusz napisany przez naszą reżyserkę zdobył nagrodę na najlepszy scenariusz i sztuka zostanie wystawiona na deskach teatru „Miniatura”.

Loża Szyderców II g.

Homo politicus pro Elior Homo Superiore
Polityk jako człowiek lepszy
s. 6-7.

 

Czochanka wygrała!

o przejściu do finałowych eliminacji Konkursu Poezji Śpiewanej Karoliny Czochańskiej i występach naszych śpiewaczek w następnym numerze.

 



Justyna Łuczak

IV Wojewódzki Konkurs Dziennikarski organizowany przez Pałac Młodzieży w Gdańsku i „Gazetę Wyborczą”  okazał się dla nas wyzwaniem, jak również okazją do radości z sukcesu. Wzięli w nim udział: Maja Chmielewska, Martyna Niedźwiecka, Justyna Łuczak, Grześ Fortuna i Karol Mietkowski.

Nasze  prace oceniło jury złożone z dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w Gdańsku i pracowników Pałacu Młodzieży i  przyznało nagrody za najlepszy artykuł, reportaż, wywiad i felieton. Wzięliśmy udział w szrankach we wszystkich kategoriach. Uroczyste wręczenie nagród odbyło się w siedzibie lokalnego oddziału „Gazety Wyborczej” przy ul. Tkackiej  26 kwietnia 2007 r.
Wielu z nas podpisało się pod niejednym artykułem do szkolnej Stopolanki. W tym roku niektórzy postanowili spróbować swych sił na „głębszych wodach” wysyłając swoje prace na prawdziwy konkurs dziennikarski. Laureatami zostali dwaj uczniowie III gimnazjum, Martyna Niedźwiecka oraz Grzegorz Fortuna. Gratulujemy!
Martynka postanowiła podzielić się z nami swoimi odczuciami.
- Wysyłając prace na konkurs liczyłaś na wygraną?
M.N- Szczerze mówiąc nie. Wydawało mi się, że moja praca, cóż, jest zwyczajna. Opisuje po prostu przygodę ze stajni, w trochę zabawniejszy sposób...
- Jednak pozostanie laureatem, również cię nie satysfakcjonuje?
M.N- Niestety nie. W głębi duszy, liczyłam, że w końcu mi się uda, że warto byłoby spróbować stażu w prawdziwej gazecie.
- Może spełni się to następnym razem.
M.N- Zobaczymy.

Zapraszamy do lektury nagrodzonych prac:


Listy do redakcji 

Mamy nadzieję, że Martyna już wie... jej felieton wysłaliśmy do stadniny, w której uczęszcza na lekcje jazdy konnej. Oto informacja zwrotna:
Bardzo dziękujemy za przesłanie nam felietonu. Bardzo nam się spodobał. Mąż rozmawiał już z Martyną (trudno nam było ustalić, o kogo chodzi, bo akurat jeździ u nas kilka dziewczyn o tym imieniu). Wynagrodziliśmy ją dodatkową jazdą konną w teren. Jednak gdyby nie Pani nic nie wiedzielibyśmy o talencie jednej z naszych amazonek. Serdecznie dziękujemy i trzymamy kciuki za dalsze sukcesy Martyny oraz innych Pani wychowanek. Serdecznie pozdrawiamy. Basia i Bogdan Trepczykowie


 Grześ Fortuna, Popularność z półobrotu

    Są jak zapałki. Płoną przez chwilę jasnym blaskiem, a później gasną i nikt już o nich nie pamięta. Wyróżniają się tym, że rzadko który z nich dochodził do swej chwilowej sławy ciężką pracą, popularność większości była raczej efektem krótkiego impulsu, kaprysu mediów i publiczności, który mijał równie szybko, jak się pojawiał. Nikt ich nigdy nie traktował poważnie, i trudno się temu dziwić. Są obśmiewani, ale gadżety z ich wizerunkami lub słynnymi kwestiami sprzedają się jak ciepłe bułeczki, co pozwala nieźle zarobić ich rzecznikom. Sami często odchodzą z niczym lub zarabiają marny procent. Jedni wiedzą, że są pośmiewiskiem, inni nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Ale zdarzają się też tacy, którzy potrafią podejść do siebie z dystansem i poczuciem humoru, a przy okazji zarobić na występach w telewizji lub na imprezach dla młodzieży. Tak, czy siak, łączą ich dwie rzeczy: zdobyli sławę w czasach internetu i szeroko rozpowszechnionej telewizji, a ich popularność była efektem przypadku. Nie mają więcej cech wspólnych, bo przynależą do różnych dziedzin życia publicznego. Nie posiadają także wspólnej nazwy, którą można byłoby ich określać.
    By bardziej zbliżyć się do tematu, rzucę hasło, które właściwie wyjaśnia wszystko: Krzysztof Kononowicz. To mój ulubiony i chyba najciekawszy przykład, jak ze zwykłego hodowcy trzody chlewnej można zrobić popularnego w całej Polsce... no właśnie kogo? Ciągle mnie męczy, że nie mogę "obiektów moich badań" nawet nazwać, bo ta grupa nazwy nie ma. Ale, wracając do tematu: dotychczasowa kariera Kononowicza jest najlepszą parodią popularnej frazy: "Od zera do bohatera" lub właściwie: "Od rolnika do polityka" - niby wszystko jest w porządku, Kononowicz z prostego hodowcy przeradza się w medialnego zwierza, i bezsensownymi postulatami próbuje skusić wyborców - ale czuć na kilometr, że pana Krzysztofa jako polityka nikt poważnie nie traktuje. (...)
Spotkałem się zresztą z jeszcze jednym wyjaśnieniem popularności Kononowicza. Otóż, według Czeczetkowicza i ludzi z Podlasia XXI wieku, białostocki rolnik jest popularny dlatego, że mówi prostym językiem. Niestety, takie wytłumaczenie nijak się ma do rzeczywistości. Kononowicz nie mówi prostym językiem, on po prostu gada bzdury. Bo frazy w stylu "zlikwiduję wszystko", lub "kierowcy będą karani za wszystko" nie są proste, a jedynie dobitnie pokazują, że człowiek, który je wypowiada jest zabawką w rękach swoich rzeczników, lub zwyczajnie nie wie, co mówi. Fraz Kononowicza nie da się też w żaden sposób porównać do błędów językowych Lecha Wałęsy. To, co mówił były prezydent nigdy nie stawało się pustym bełkotem, a niektóre jego powiedzenia nabrały waloru językowych aforyzmów, jak słynne "jestem za, a nawet przeciw".
    Na koniec przyszła mi do głowy pewna myśl -  czy udowodnienie istnienia dinozaurów na przykładzie smoka wawelskiego przez Macieja Giertycha i zaprzeczenie przez niego teorii ewolucji przekazami biblijnymi nie jest bardziej szalone niż zlikwidowanie „wszystkiego" Kononowicza? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam czytelnikowi.

 Martyna Niedźwiecka,  Koników zapachu mi trzeba!

Ostatnio sytuacja zmusiła mnie do tego, aby dosiąść konia. Broniłam się rękami i nogami, ale dałam za wygraną. Po dwóch tygodniach stwierdziłam, że nie obędę się bez jazdy konnej, że słynne kobitki mogą, że Natasza M. jeździ, że córka prezydenta, że koń, że włosy w powiewie, że zapach włosia i inne że-. Odczekałam, z uporem osiołka odczekałam, może jak wlazło, tak i wylizie.... rzekłaby moja kaszubska babka. Nie wylizło, bo córka prezydenta, bo koń, bo te włosy. Po tym upiornym czasie zawitałam w stajni "Bursztyn". No i było tak cóś koło tego, że kobitki jeżdżą, że koń, że nawet włosy, i moje, i końskie i zapach, hmmm... zapach, no! koński! I włosia i tego, co pod włosiem siedzi i spada roztaczając aromaty polskiej wsi w centrum miasta.
Cotygodniowe wyjścia "na konie" sprawiają, że całe 7 dni leci niespodziewanie szybko. Już po paru jazdach poznajesz kilka osób, może nie córkę prezydenta, ale... Każda z nich wyróżnia się specyficznym i odrębnym charakterem, silniejszym niż zwykle, wyrazistszym, niż na miejskim trotuarze.
Weźmy Fifi (cóż to za arcyciekawe przezwisko) nie wsiada, ba! nie pojawia się w stajni bez markowych, śnieżnobiałych bryczesów ze skórzanymi wstawkami, lśniących, lśniących oficerek i tego samego koloru toczka oraz pikowanej kamizelki. Ta pewnie ma jeden z tych proszków-cud, co jak włożysz do pralki, to wyciągasz istną biel. Szyk. Elegancja to coś, co jest niezwykle istotne w wysmakowanej jeździe po padoku, kłusowaniu z wrodzonym talentem do anglezowania, zmieszana z tym właśnie zapachem i przeciągiem we włosach, z zapachem włosia i w ogóle.
Jest też i dobry duch stajni, zawsze znajdzie się taki, we właściwym miejscu o właściwej porze, jakby na przekór elegancji i wyniosłości jeźdźca, choć przekór jest przekorny i ma w sobie nutkę dystynkcji. Pani Lukrecja. To ten typ, co go lubią podlotki i młodzi adepci sztuki: „A daj no, dziecko, posuń się, Lukrecja pokaże, jak to zrobić, aniołku, stokroteczko, moje ty kopytko, ogonasku prześliczny”. Miłośniczka słownictwa wyraźnie pieszczotliwego i nacechowanego tą swojską końskością! Ech! Ten melanż matczynej dbałości z ogonaskiem w tle! Wsi polska, a właściwie Żabianko gdańska! Wielkieś mi uczyniła bogactwa w mowie mojej!
Anielka (nomen omen jakiś), chociaż jest w moim wieku to wygląda na 2 lata młodszą. Chyba to przez te szarawe mysie „ogonaski” (mówiłam, że mi to wlizie do języka!) i ogromne wodniste oczy. Jest osobą strachliwą i mimo, że ma ogromną wiedzę na temat koni, boi się ją wykorzystać w praktyce. A szkoda! Jeździ 4 lata, ale strach paraliżuje jej dalszy rozwój w dziedzinie jeździectwa. Ma z tego przyjemność, a to dziś ważne.
Skoro tak już się zapędziłam, to niech będzie. No jeszcze Maryśka. To dopiero "koniara". Żyje z tymi przyjaznymi zwierzakami prawie w idealnej symbiozie. Powkłada im marchewki do żłobu, gdy nie widzą. Zawsze krząta się po boksach, coś tam gada w mechate uszy klaczy, a co? A to o problemach z chłopakiem, a to, że mama nie chce jej puścić na obóz, a to o szkole, takie końsko – ludzkie gadanie. Urocze. Jak usiądzie na konia, to już jest cała szczęśliwa. A jeździ znakomicie. Zastanawiam się, czy nie odpuścić mojego filmu z wyobraźni, że córka prezydenta, że koń, że włosy w powiewie, że zapach włosia. Czy nie lepiej : że JA, że koń, że Marysia, że słowa w powiewie z ucha do ucha, że zapach przyjaźni?
Rozmyślam o tym dość często. Może jest taki typ człowieka, taki dziwak, żyjący w miejskiej dżungli, który nie godzi się z pędem, z pracą, z betonem, z natłokiem spraw, ucieka w stajnię, gada, mierzwi końskie grzywy, brata się, marzy o indiańskiej wolności i o tym, że koń, że wiatr we włosach, że przyjaźń, że wolność.
 



 Giulia Massi,
Tak jak młode lwy :)
     

Rano, gdy wychodzę z domu mój zmysł węchu rozpoznaje bardzo charakterystyczny zapach świeżej bazylii i pomidorów posadzonych w naszym ogrodzie. Zazwyczaj wskakuję na rower i pędzę zawiłymi lecz uroczymi alejkami do najbliższej piekarni, aby kupić najsmaczniejsze rogaliki w całym Gdańsku. Ach co za rozkosz wejść do miejsca gdzie czuć tak rodzinną atmosferę! To właśnie w tym miejscu zachwycam się smakiem pysznych rogalików rozpływających się w ustach i mruczę... rozkosze podniebienia dają mi sygnały do wypowiedzenia niewypowiedzianego. Czy gdańszczanin musi wszędzie słyszeć lwy albo pomrukiwać, jak one? Czy herb miasta determinuje zachowanie przeciętnego obywatela? Lwio refleksyjna pławię się w słońcu, przeciągam jak kot, jestem pełna energii i staram się ją jak najlepiej wykorzystać. W drodze powrotnej do domu spotykam moich bardzo gadatliwych sąsiadów, którzy zawsze witają mnie z serdecznym uśmiechem oraz wielkim entuzjazmem. Najbardziej lubię lato właśnie dlatego, że mam dużo wolnego czasu, dzięki temu mogę leżeć godzinami na gorącym od słońca piasku i wsłuchiwać się w ryk morza, a moja skóra robi się coraz ciemniejsza.W południe zrywam się kładąc swe łapy w cienie drzew, tu zjem. Posiłek będzie obfity i wystarczy mi na długo. Potem zasnę w cieniu, rozrzucę włosy na kocu i będę słuchać ryku fal. I jeszcze zamruczę w błogim lenistwie. Tak zbieram siły, do tego by żyć, do tego by walczyć, do tego, by bronić. Czego? Wszystkiego, co nakazuje mi moje „ja”: siebie, rodziny, domu, ziemi.... jak lwica swojego terenu... słuchając ryku fal, mrucząc przy rogalikach i rozrzucając swą grzywę na piasku.

 


 Justyna Łuczak
Magiczny Gdańsk

 

To pierwszy raz. Gdańsk, to tam od wielu lat uciekały marzenia Polaków. Śnili o szerokiej ulicy miasta, pięknie parku oliwskiego, nadmorskich promieniach słońca i uśmiechach pięknych Gdańszczanek i beztroskich Gdańszczan. Te pokusy nie spełniają wcale oczekiwań. Są po prostu stereotypowe. Takie same jak, we wszystkich głowach przyjeżdżających turystów, hałaśliwych i pełnych pogardy do piękna. Prawdziwy Gdańsk poznaje się dopiero u schyłku lata, kiedy denerwujący wszystkich mieszkańców jarmark dominikański nareszcie opuszcza bruki ulicy długiej. Kiedy w Polsce, ludzie zaczynają szykować się do rozpoczęcia rok, u nas liście się złocą i zaczyna tętni prawdziwe gdańskie życie. Przyjeżdżając tu w tym czasie ludzie, przyznają jednogłośnie, to miasto pozostaje w sercu na zawsze. Zachwyt w czuciu zapachu kwiatów gdańskiej architektury, smak zdobień bram otwierających miasto, piękno Neptuna, liczne herby, czy bogate sztukaterie kamienic.  Niesamowita magia bijąca od spękanych słońcem miejsc, lecz tak naprawdę dopiero widok dworu Artusa uświadamia, że te wszystkie wspaniałości oglądane w kolorowych albumach, znajdują się po prostu wokół! Wspaniale jest rozpocząć dzień od spaceru po wąskiej ulicy Podkramarskiej. Zapach wilgoci po pierwszej z zimniejszych nocy i mokrość ścian nadają jej magicznego uroku, niczym z XIII wieku. Już energicznie obracamy głową w poszukiwaniu jakiegoś rycerza, albo damy. Warte jest wejście do kościoła Mariackiego, przytłacza on swoim ogromem. Stojąc w środku napawa nas przeczucie, że możemy głęboko wciągnąć powietrze, bo i tak go dla wszystkich wystarczy. Wpadające przez okna światła, mykają niczym duchy i widma. Po wdrapaniu się na wieże kościoła, można, a raczej trzeba zobaczyć wspaniały widok  starego miasta, który zatyka dech w piersiach. Prawie wszystko przed naszymi oczami mieni się w kolorze czerwonej, nasiąkniętej wilgocią dachówki. Czegoż można chcieć więcej? Jednak można, i to właśnie tego oklepanego słońca, kiedy wymarzony kawałek morskiej linii brzegowej nie tonie w słońcu. Życie na starym mieście toczy się wzdłuż Długiego Targu i ulicy Mariackiej. Urzekają ludzie i zabytki. A niesamowitego widoku dopełnia dźwięk bijącego dzwonu z katedry. Miejsce jak z bajki, doprowadza do refleksji przeciętnego Polaka. Magiczne portale. Blask odbitych promieni słońca od  powierzchni Motławy. Ogrom starych kamienic piętrzących się w górę. Słońce chowa się gdzieś daleko za horyzontem świecąc czerwienią, leniwym różem i pomarańczem.

 Paweł Kopeć, Świat bez ronda

Tymczasem lew pochłonął ostatnią wielką porcję lodów waniliowych i spokojnie, oblizując się wielkim jęzorem zajął miejsce obok swego kolegi na ścianie. Uciekiniera z oliwskiego ogrodu zoologicznego dotąd nie odnaleziono, a jego klatkę zajęło jakieś małe zwierzątko. Policjanci, wojsko i myśliwi nadal krążą po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Właścicielka greckiej restauracji znikła bez śladu. Podobno spotkała swojego lwa i zrezygnowała z interesu. Świadkowie zdarzenia sadzą, że to, co widzieli, było efektem gdańskiej wódki spożywanej w nadmiarze, a gospodyni Domu Zarazy nikt nie chce uwierzyć, że widziała lwa, bo wszyscy sądzą, że wielkie rondo kapelusza nie pozwala widzieć świata takim, jaki naprawdę jest.


 Małgosia Siepiera, Lwia legenda

Dawno temu, w ZOO w Oliwie mieszkało stado lwów. Dwa z nich chciały żyć na wolności. Były zachwycające, miały piękne grzywy, a przede wszystkim były bardzo groźne. Pewnego dnia postanowiły, że uciekną i spełnią swoje marzenie. W tym samym czasie odbywał się remont starej wieży Ratusza Głównego w  Gdańsku. Lwy biegły w stronę budowy, ponieważ słyszały o lesie, który miał znajdować się w pobliżu. Przebiegając przez schody ratusza, przewróciły wielki pojemnik z cementem, którym się oblały. Nie mogły się ruszyć i tak zostały na schodach Ratusza do dnia dzisiejszego. Z tęsknotą spoglądają w kierunku Złotej Bramy, którą niegdyś przybyły do miasta.

 


 Kacper Jagodziński
Gdańskie lwy


Na ulicach miasta Gdańska,
lwy się co dzień uganiają.
ale te najodważniejsze,
Gdańska bronią i kochają.

Ich siedzibą Westerplatte.
Ich grobami stare bunkry.
wszystkie bronią gdańskich krzyży.

Kiedyś to przepiękne miasto,
wrogie hieny najechały.
A te lwy gdańska broniły,
umierały.

Każdy lwi bohater,
swego miasta dzielnie bronił.
Swą bolesną śmiercią,
ku niebu się skłonił.                            

 

 

 Natalia Matys

Stoją nad wodą gdańskie lwy,
co z herbu zeszły
na mały spacer,
szczerzą swe śnieżnobiałe kły,
turyści za ten widok płacą.
Lecz w przednim zębie jednego lwa
została kostka wróbla lub psa.
Mocno go boli, mocno uciska,
po pogotowie dzwoni turysta.
Pędzi karetka z głośnym sygnałem,
na którą czekał pacjent z zawałem.
A w niej kardiolog... gdzie jest dentysta?!
Nad lwimi kłami zguba zawisła.
Tymczasem lekarz ciśnienie mierzy,
a lew nerwowo swe zęby szczerzy.
Lekarz wyciąga słuchawki spore,
lew gniewnie kłapie wielkim ozorem.
Lekarz, choć znanym był kardiologiem,
trafił na szczęki nadywzcyaj wrogie.
Lew ząb uwolnił, żując lekarza...
Jaki z tej bajki wypływa morał?
Lepiej lwom gdańskim jest bez doktora?            
Nie! Lew gdański wciąż opowiada,
że dobry lekarz na ząb się nada.



loża szyderców

Ciekawym zjawiskiem w naszej szkole jest powstanie nieformalnej grupy, zwanej też pokątnie: Lożą Szyderców. Jej działalność, choć skrywana, jednak od czasu do czasu daje się zauważyć. Polega ona na wszechstronnej krytyce elit rządzących i zjawisk społecznych zarówno tych, dotyczących szkoły, jak i  pozaszkolnych. Ekipa ma głębokie poszanowanie dla języka, co przejawia się szczególnym umiłowaniem lektur okresu sarmackiego w poszukiwaniu leksemów i zwrotów charakterystycznych dla tego okresu i posługiwaniu się archaicznym słownictwem na forum. Do tego dołącza współczesne słownictwo z pogranicza naukowego i zabawne wtręty nauczycieli zapisywane skrzętnie na Karcie Szyderców. teksty utrzymują się w konwencji żartu artystycznego. Posmakujmy...


 Filip Wąs
Homo politicus pro Elior Homo Superiore
Polityk jako człowiek lepszy


Zaczynając od akomodacji polskich sfer rządzących, poprzez bezpruderyjny elan vital, kończąc na dywagacyjnych sposobach przemieszczania się, opiszę pokrótce wspaniałe okazy egzystencjonalne, zwane czasami ludźmi polityki. Owe okazy są takoż wspaniałe a wszechmocne.
Opisując owe wspaniałe domusy, wielkomocnych Elior Homo ustrzec Was muszę, mego zacnego czytelnika, ażeby starać się nie przybliżyć aż nadto, ino z własnych doświadczeń piszę ninie, iż domostwa owe, wille nieskończone, mają bardzo strzeżone gościnne progi, dzięki psom szczekliwym, panom dużym i snajperom cichym. Onegdyś Politycy nasi kochani zamieszkiwali w malutkich domostwach w blokach piętrowych, jednak majestat ich nie pozwala dziś na ukazywanie się domowo w czymś nieodpowiednio wysublimowanym Aczkolwiek nie każdy z Homo Superiore potrzebuje tak wielkich przestrzeni strzeżonych, azaliż mieszkają oni w niedużych domostwach na pograniczach miast tudzież lasów. Wewnętrznie domusy przepięknie oddają hołd swym właścicielom, udekorowane skromnie ichnimi portretami a malowidłami płóciennymi oraz popiersiami i pomnikami za szczodrze oddane małe sumy podatkowe wszystkich wiernych obywateli. Apeluję z razu, aby stosować doraźne środki perswazji dla owych giaur a niewiernych, ażeby spłacili swe długi pieniężne wobec ich hojnego państwa.
    Konkludując wszystek mych wywodów, dojść można do wniosku, iż rzeczywiście Homo Politicus są Elior Homo Superiore, aczkolwiek nie zawsze na to wyglądają. Pamiętajcie jednak wszyscy wiarołomni malkontenci – Prawo jest wszechmocne, a Sprawiedliwość wszędobylska, więc Politycy nigdy się na siebie nie obejrzą, lecz zawsze będą czuwać nad krajem i pielęgnować go.

 Karol Mietkowski
REFLEKSJA po sprzątaniu szatni


    Zgodnie z wymogami wolontariatu należało uczynić coś dla innych. Razem z chłopakami (czytaj: kamratami z Loży Szyderców – dopisek redakcji:) z klasy doszliśmy do wniosku, że pomoc najbardziej należy się szatni gimnazjalnej, gdzie rzadko zagląda szczotka i szufelka. Od pana woźnego dostaliśmy niezbędny sprzęt do akcji. Po wstępnych oględzinach zabraliśmy się za sprzątanie. Na pierwszy ogień poszły stare buty złożone na stosie pośrodku pomieszczenia. Nie prezentowały się zbyt okazale, a na dodatek wydzielał się z nich dość „ostry” zapach. Sądząc po ich stanie technicznym, wywnioskowałem, że znajdowały się tam od kilku lat. Niektóre z nich przywołały piękne wspomnienia o absolwentach, jakich miałem przyjemność poznać jeszcze za czasów szkoły podstawowej. Niestety, ze względu na czas i misję zmuszony byłem przerwać medytację i zabrać się do roboty. Obuwie pakowaliśmy do worków na śmieci – innego wyjścia nie było. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że pod moimi stopami są poszczególne warstwy tychże butów. Po dogłębnej analizie stwierdziłem, że z roku na rok przybywało po jednej warstwie; odchodząca klasa zostawiała swoje skarby, zapewne dlatego, że albo z nich wyrosła, albo o nich zapomniała. Po jakichś dwudziestu minutach i dwóch zapełnionych workach, przyszła pora na zamiatanie. Wygrzebywanie kurzu z kątów przypominało pracę kopalni odkrywkowej. Niosło to za sobą niespodzianki. W jednym miejscu znaleźliśmy starą, ale zdatną do gry piłkę. Sugerowała, że w naszych uczniach drzemał kiedyś duch sportowy. Ciekawymi znaleziskami okazały się: skarpetki, spodnie, podkoszulka, a nawet cały plecak (bez zawartości). Świadczyło to o niezwykłej historii tego miejsca. W chwili przerwy, zacząłem przyglądać się freskom na ścianach. Tym samym miałem okazję poznać przeszłość szatni. Takie zdania jak: „Tu kurtkę wiesza Piotrek” i „Moje miejsce!” dały mi do myślenia. Zrozumiałem, że działo się tu wiele spraw jakże ważnych dla szkoły, miasta, kraju. Natomiast niecenzuralne słowa tudzież sentencje podpowiedziały mi, że nasi uczniowie byli pełni ekspresji i wewnętrznych uczuć, skryci w sobie wybuchali jak wulkan, oznajmiając światu, jakimi są geniuszami. I to była prawda. Bo to właśnie ci uczniowie budowali tę niepowtarzalną atmosferę, z wzlotami i upadkami, ze szczęściem i smutkiem. Zadumałem się… Jednak po chwili zostałem wyrwany z zamyślenia i słusznie, bowiem roboty było od zalania. Pozostałe buty, których nie wyrzuciliśmy (ze względu na dobry stan wizualny oraz przynależność do obecnych uczniów), należało poustawiać w miarę schludnie, dobrane w pary pod ławkami. Rozpoczęło się pospolite ruszenie i szukanie par. Wszystko przypominało układankę. Na szczęście mała ilość obuwia pozwoliła nam na szybkie zakończenie tego etapu. Kolejnym punktem w planie były same wieszaki i śmieci na nich wiszące. Siatki, papierki i inne wylądowały w śmietniku. Byliśmy skłonni powiedzieć, że zakończyliśmy misję sukcesem. Niestety, ale komórki czuciowe człowieka szybko się męczą. Dlatego po trzydziestu sekundach od początku sprzątania „przyzwyczailiśmy się” do zapachu tam panującego i nie zauważyliśmy jak strasznie tam śmierdzi! Otworzenie okna i całodobowe wietrzenie powinny załatwić problem – tak też i uczyniliśmy. Z rozpędu i garstki czasu na koncie, przystąpiliśmy do sprzątania pozostałych szatni należących do klas szkoły podstawowej. Wspomnianym wcześniej sposobem ustawiania butów parami i wyrzucaniem wszystkich negatywnych estetycznie rzeczy, doprowadziliśmy całą piwnicę do stanu używalności. Po wspólnej naradzie, doszliśmy do wniosku, że już nic więcej nie da się zrobić. Ja natomiast poczułem, że spełniłem obywatelski obowiązek i przyczyniłem się do rzeczy wielkiej, o której reszta dowie się w dalekiej przyszłości.


 Kacper Bronk, Harlequin

Harlequin – kulminacjo treści!
Do Ciebie moje śpiewanie
Do Ciebie eminencjo zachwytu
Ja do Ciebie gorliwiej zawrzałem w miłości
Niczym niepowstrzymany
Nie mogę opisać mej radości
Milcząca ma druhno
Niczym panna młoda
Welon Twój –
epitetów nieskalanych trudem morze
A Twa suknia atłasowa-
metafora wyszywana w wielkim trudzie
Ty sacrum mego smaku w ułudzie!                                               

 Staś Kamiński
Kilka słów, bez których byśmy nie przeżyli
Z 202 wybrano, z konieczności... te, które najczęściej słychać :)


Ongiś , dyć, jednakoż, prosperita, darsonwalizacja, afirmacja, magnificencja, rezerwuar, performes, pietyzm, dywagacja, metafora, alegoria, diwerimento, deminutiwum, apilary, koegzystencja, interferon, imać, diureza, cyklopentanoperhydrofernanten, dehumanizacja, huncwot, dodekafonia, poutpuri, wzorzec parenetyczny, kolokwializm, egzegeza, akromegalia, hebefryniczny, niezborność, retardacja, dulki, dekadentyzm, kibitki, spazmy, hucpa, pleonazm, fircyk, hedonizm, paralela, vel, zdziurdzieć, zsierdzieć, misiurka.



HARPAGAN

Zuzia Wojtyło i Gaja Dreszler - HARPAGAN

22.04 zakończyła się 33 edycja Harpagana- ekstremalnego rajdu na orientację. Harpagan 33 rozpoczął się 20 kwietnia w  Trąbkach Wielkich w Gimnazjum im. Kazimierza Jagiellończyka. Jak od lat, główną organizatorką była Magda Kwiesielewicz wraz z licznym sztabem nadzorującym oraz wolontariuszami obsługującymi bazę.
Zadaniem rajdu jest pokonanie własnych słabości, kończąc jedną z trzech tras: 100 kilometrów pieszo w 24 godziny, 200 kilometrów rowerem w 12 godzin i  50 kilometrów pieszo i 100 kilometrów rowerem w 18 godzin. Po ukończeniu jednej z tras w wyznaczonym czasie i zdobyciu wszystkich punktów kontrolnych otrzymuje się tytuł Harpagana. W tym roku w rajdzie wzięło udział 730 osób, z czego 111 zdobyło tytuł Harpagana na trasie pieszej, trzy na trasie rowerowej i jedna na trasie mieszanej. Pierwsze miejsce na trasie pieszej zdobyła para Ukraińców- Ganna Stepankowa i Yevgeniy Mygorodsky z czasem 15 godzin i 46 minut. Na trasie rowerowej zwycięzcą został Tomasz Widuchowski z czasem 11 godzin i 32 minuty, a na trasie mieszanej- Andrzej Chorąb z czasem 16 godzin i 14 minut. Mimo dobrego przygotowania nie obyło się bez komplikacji w polu rolnika i akcji przed sklepem spożywczym. Na wspaniałe przeżycia i niezapomniane emocje można liczyć już jesienią w trakcie Harpagana 34.

Anastazja Makowiec, Oliwia Rodecka

 TESTY GIMNAZJALNE

Klasa III gimnazjum pisała 24-stego i 25-stego kwietnia najważniejsze, jak do tej pory egzaminy. Pierwszego dnia odbyła się część humanistyczna, tematem były ogrody. Pytania w większości opierały się na tekstach, rzadko kiedy na wiedzy. W pracy pisemnej musieliśmy uwzględnić role ogrodów w naszym życiu. Drugiego dnia była część ścisła, czyli przedmioty takie jak: fizyka, biologia, chemia, matematyka i geografia. Temat znowu był zaskakujący: MORZE BAŁTYCKIE. Większość zadań dotyczyła chemii i geografii. Ćwiczenia nie wymagały zbyt dużego zastosowania wzorów, a logicznego myślenia. Odczucia piszących po wyjściu z sal były bardzo zróżnicowane, Większość twierdzi, że lepiej poszedł im test humanistyczny. Teraz pozostaje nam czekać do 14-stego czerwca na wyniki egzaminów.

Martyna Kostrowicka, Kasia Sempka  

 Zawody gimnastyczne

Dnia 16 kwietnia odbyły się 12-ste zawody gimnastyczne. Na początku zawodów były pokazy mistrzów.
Wystąpiły trzy grupy dziewcząt z gimnazjum. Na pierwszy ogień poszła capoeira, pod nadzorem Gai Dreszler i Magdy Nowak. Dziewczyny pokazały sztukę walki połączoną z tańcem. Drugi zespół zaprezentował taniec nowoczesny, dzięki fantastycznej choreografii Pauliny Kamut. Ten pokaz miał głęboki przekaz: „taniec łączy i godzi ludzi”. Jako ostatnie zatańczyły podopieczne Karoliny Czochańskiej cha-chy. Wszystkie grupy utworzone z zawodników od II do VI klasy miały swoje 5 minut na samym środku sali gimnastycznej. Widzieliśmy przeróżne układy gimnastyczne i słyszeliśmy zmyślne nazwy zespołów. Podczas zawodów odkryliśmy wiele nowych talentów, ale i te stare nas nie zawiodły. Wszyscy byli wspaniali, idea zawodów polega na wyłonieniu zwycięzców ;( Z wielkim trudem jury podjęło decyzję i w rezultacie I miejsce zajęły w klasie II dziewczynki: Ola Hallmann, Zuzia Dudanowicz, Klaudia Zientara i Matylda Grabska- najbardziej ekstremalna zawodniczka. W klasie III: Agnieszka Sempka, Paulina Wróblewska, Ania Procner- „white rose”, takiej gibkości można tylko pozazdrościć. Z klasy IV najlepsze okazały się dwa zespoły: Małgosia Siepiera, Jagoda Piechocka jako "Crazy Girl" i Ola Szczęch, Maja Tarnowska jako "Sport Girl" Klasa V to niezapomniane "Pomarańczki".W klasie VI najlepsi okazali się chłopcy: zawsze niezawodny Kuba Raniszewski (uzdolnienia w kierunku gimnastyki ponoć po mamie), Paweł Kopeć, Michał Kalicki, Eernest Kiedrowicz, cóż to był za taniec....
 


Dania

 Uczniowie naszej szkoły co roku wyjeżdżają do Danii wraz z dziećmi chorymi na fenyloketonurię. W tym roku dopisała pogoda – 25 stopni C. Nasi uczniowie dali koncert pieśni polskich dla tamtejszej polonii, co było szczególnie wzruszające dla wielu pozostających na obczyźnie rodaków.

K. Bielańska,  
Doskonale pamiętam

Jak szkoda... wyjazd dobiegł końca.
Doskonale pamiętam jednak każdą grę, zwiedzany zabytek i miejsce. Jak to na wyjeździe, zdarzyło się dużo śmiesznych historii... oto jedna z nich:
Któregoś popołudnia klasa V przedstawiała opowieści z Narnii. Całość poszła doskonale, aż nadszedł czas bitwy. Na samym końcu Zuzanna (Klaudia) i Łucja(Ola) wyszły z dwóch stron prezentując łuk. Ponieważ na zrobienie rekwizytów było mało czasu łuk był bardzo prymitywny, jego wielkość nie przekraczała 20cm. na widok czegoś, co miało być łukiem wszyscy wybuchli śmiechem.
Prócz naszej i pani Małgosi Polczyk fascynacji Narnią, zwiedzaliśmy Roskilde. miasto to było pierwszą stolicą Królestwa Danii. W początkach XV w. stolicę przeniesiono do Kopenhagi, co przyczyniło się do upadku jego znaczenia. Szczególnie podobała nam się niezwykle fotogeniczna syrenka kopenhaska, z którż niektórzy mają zdjęcie... Rzeźba została zamówiona i ufundowana w 1909 przez syna założyciela browaru Carlsberg -  Carla Jacobsena, którego zafascynowała historia przedstawiona w balecie Mała Syrenka. Pomnik wykonał duński rzeźbiarz Edvard Eriksen i 23 sierpnia 1913 został odsłonięty. Modelką dla Eriksena była jego późniejsza żona - tancerka Ellen Price. Mała Syrenka stała się jednym z najbardziej znanych symboli Kopenhagi i znaną na całym świecie atrakcją turystyczną, czego dowodem może być fakt, że w wielu miastach powstały kopie posągu.
Po raz pierwszy widzieliśmy Bałtyk w odcieniu lazurowym. to od najwyższego klifu w europie spływał pył kredowy:). Nietrudno się domyślić, że Legoland był jedną z największych atrakcji. W naszą pamięć mocno wryły się także dyskoteki, w końcu parkiet był zapełniony a nie pusty jak to zazwyczaj bywało. Bardzo tęsknimy za naszymi towarzyszami. Przy pożegnaniu nie jednej osobie zakręciła się łezka w oku:(
Całe szczęście mamy swoje adresy. Podtrzymuje nas na duchu to, że już 3 czerwca się spotkamy.  


poeyja

Gdański konkurs na najpiękniejszy wiersz o książce – wygraliśmy!

Uczniowie klas gimnazjalnych brali udział w konkursie na najpiękniejszy wiersz o książce z okazji Gdańskiego Dnia Książki. Na stronie internetowej www.gdansk.pl zamieszczony jest artykuł Arlety Żuk następującej treści (fragmenty):
Niespodzianki literackie przygotowane przez uczniów Gimnazjum Nr 2 w Gdańsku, „Pan Tadeusz” w wykonaniu gdańskich rajców oraz atrakcyjne nagrody dla laureatów konkursu „Najpiękniejszy wiersz o książce” towarzyszyły obchodom Światowego Dnia Książki w Gdańsku.

Światowy Dzień Książki wraz z gdańskimi gimnazjalistami świętowali w Nowym Ratuszu gdańscy rajcy. Tegoroczne święto książki poświęcone było naszemu wieszczowi Adamowi Mickiewiczowi i jego dziełu „Pan Tadeusz”
 Laureaci konkursu „Najpiękniejszy wiersz o książce” odebrali nagrody i wyróżnienia. Jury konkursowe przyznało pięć równorzędnych nagród, które otrzymali:
•    Michał Łazor
•    Marta Hinz
•    Daria Kowalska
•    Julita Linowska
•    Beata Wałdowska
Przyznano również pięć wyróżnień oraz 42 podziękowania pozostałym uczestnikom konkursu. Gdańscy rajcy oraz rodzice gimnazjalistów przeczytali fragmenty „Pana Tadeusza”, za co zostali nagrodzeni gromkimi brawami przez zgromadzonych miłośników książki i literatury. Prezentujemy wiersze finalistów.

 Beata Wałdowska

Miłośniczka prozy

Zjadłam litery
lecz głodną się ostałam
ciągle łakoma
być nie przestaję
nie chcę
z ludzkim kamieniem
wędrować na plecach
z zagadkami personifikacji
i z epitetem
bez metafor, bo one
wcale nie sycą
wciąż głodna znów jem
i jem
i jem

przytyłam
 
 Michał Łazor

Na książkowym głodzie

Mam głód
taka gastrofaza
co się zdarza

Mam głód
rzecz jest bytem
LITER

Mam głód
Luster wyobraźni
SŁÓW

Mam głód
przestrzeni wierszy
ZDAŃ

Mam głód
Świadka ludzkich myśli
Taka racjofaza.

  Katarzyna Sempka, Przeznaczenie


Książka mała, wielka księga
Każda z nich do uczuć sięga.
Raz zachwyca, raz podnieca,
I w człowieku płomień wznieca,
Ogień przeżyć i przygody,
Wiosennej zimą pogody,
Zimnej w lecie nocy.
I zachwytu prosto w oczy
Złapać chce w swe sidła słowne
I zatrzymać go, nie zapomnieć,
By nie zbłądził, by nie pytał,
by mu książka była wszystkim
W samotności psem milczącym
W dobrym czasie szczekającym.
Niezatarta bez pamięci
                        Co młodego kusi, nęci.

  Zuzanna Sadowska,
Oda do książki

O Książko!
Morderczyni czasu
Królowo domowego zakątka
Przewianego zatłoczonego tramwaju
I półki przepełnionej rupieciami
Świadku historii!
Dowodzie tragedii
Przyczyno rozwodu
I mego głodu
Usiądź przy mnie
Zostań
Pogadamy
W ciszy

 

 


 Mateusz Rożek i Wiktor Stankiewicz laureatami II Wojewódzkiego Konkursu Poetyckiego "Moje podwórko, moja dzielnica, moje miasto".

Organizatorem konkursu byłą Szkoła Podstawowa nr 81 w Gdańsku. Konkurs skierowany był do uczniów klas IV - VI szkół podstawowych województwa pomorskiego.

Nadesłaliśmy 30 prac, po dwa teksty poetyckie jednego autora. Oceniano sposób ujęcia tematu, oryginalność pomysłu, poprawność formy, stylistyki, ortografii i estetykę rysunku. Nasi wyróżnieni uczniowie byli zaskoczeni wspaniałym przyjęciem z występami artystycznymi, udziałem władz, poczęstunkiem do kawy i zaproszeniem na obiad. Stanęliśmy w szranki z uczniami całego województwa. Udało się! Gratulujemy!