Stopolanka Nr 10

Gaja Dreszler
Pod znakiem Franciszka
Co roku, od około dziesięciu lat w dawnym kinie Gedania odbywa się koncert św. Franciszka organizowany przez nauczycieli, uczniów oraz rodziców naszej szkoły. Ten rok jest szczególny, żegnamy się z dobrze nam znaną sceną, po raz ostatni wystąpimy na jej deskach.
Nazwa koncertu przyjęła się od daty się przedstawienia, czyli w okolicy dnia imienin świętego Franciszka. Tematem przewodnim tegorocznego koncertu jest ogień. W tym roku obejrzymy narodziny ognia, tysiące płomyczków, które zaprezentują klasy najmłodsze, będą też wśród nich strażnicy ognia i greccy bogowie z tytanem Prometeuszem na czele i stworzonymi przez niego ludźmi, a wszystko to pod przewodnictwem pań Beaty Dettlaff i Joanny Klonowskiej, które spinają w całość pracę wychowawców i uczniów.
Plan koncertu św. Franciszka
W przedstawieniu biorą udział wszystkie klasy szkoły podstawowej i gimnazjum, które prezentują swoje własne, klasowe występy, natomiast konferansjerką zajmuje się klasa III gimnazjum.
Kl. 0 -Taniec ogników
Kl. I+ III – „Jak Prometeusz wykradł ogień i strażnicy ognia”
kl. II-„ Dziś prawdziwych cyganów już nie ma, czyli przy ognisku”
kl. IV - „Strażacy, bo na Polankach się pali”
kl. V - Wizja piekła
kl. VI - Ogniste Pueblo w Meksyku
kl. IG - „Historia rycerzy, czyli Ogniem i mieczem”
kl. IIG - Taniec ognia
kl. IIIG - konferansjerka
Joasia MituraTęcza wciąż ogarnia płomień, Który tańczy żarząc się, Płynie grzejąc moje dłonie, Rozmyślne w słońcu łez, Pada gasząc me płomienie, Pada by roztrącić je, Pada pada gęstą rosą , Pada by odnaleźć się.
|
Ogień Myślisz że Ty jedyny |
Najlepsza biolożka :) wśród gimnazjalistów województwa Mamy laureatkę olimpiady biologicznej. Gratulujemy Zuzi Sadowskiej i jej opiekunce naukowej pani Małgosi Borzęckiej. | Reporterzy „Stopolanki” w czołówce młodych dziennikarzy w województwie O Martynie Niedźwieckiej i Grzesiu Fortunie czytaj na s. 2-3.
| Laureaci literackich konkursów poetyckich
|
Narnia p. Małgosi Polczyk wygrała! Scenariusz napisany przez naszą reżyserkę zdobył nagrodę na najlepszy scenariusz i sztuka zostanie wystawiona na deskach teatru „Miniatura”. | Loża Szyderców II g. Homo politicus pro Elior Homo Superiore
| Czochanka wygrała! o przejściu do finałowych eliminacji Konkursu Poezji Śpiewanej Karoliny Czochańskiej i występach naszych śpiewaczek w następnym numerze. |
Justyna Łuczak
Nasze prace oceniło jury złożone z dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w Gdańsku i pracowników Pałacu Młodzieży i przyznało nagrody za najlepszy artykuł, reportaż, wywiad i felieton. Wzięliśmy udział w szrankach we wszystkich kategoriach. Uroczyste wręczenie nagród odbyło się w siedzibie lokalnego oddziału „Gazety Wyborczej” przy ul. Tkackiej 26 kwietnia 2007 r.
Wielu z nas podpisało się pod niejednym artykułem do szkolnej Stopolanki. W tym roku niektórzy postanowili spróbować swych sił na „głębszych wodach” wysyłając swoje prace na prawdziwy konkurs dziennikarski. Laureatami zostali dwaj uczniowie III gimnazjum, Martyna Niedźwiecka oraz Grzegorz Fortuna. Gratulujemy!
Martynka postanowiła podzielić się z nami swoimi odczuciami.
- Wysyłając prace na konkurs liczyłaś na wygraną?
M.N- Szczerze mówiąc nie. Wydawało mi się, że moja praca, cóż, jest zwyczajna. Opisuje po prostu przygodę ze stajni, w trochę zabawniejszy sposób...
- Jednak pozostanie laureatem, również cię nie satysfakcjonuje?
M.N- Niestety nie. W głębi duszy, liczyłam, że w końcu mi się uda, że warto byłoby spróbować stażu w prawdziwej gazecie.
- Może spełni się to następnym razem.
M.N- Zobaczymy.
Zapraszamy do lektury nagrodzonych prac:
Listy do redakcji
Mamy nadzieję, że Martyna już wie... jej felieton wysłaliśmy do stadniny, w której uczęszcza na lekcje jazdy konnej. Oto informacja zwrotna:
Bardzo dziękujemy za przesłanie nam felietonu. Bardzo nam się spodobał. Mąż rozmawiał już z Martyną (trudno nam było ustalić, o kogo chodzi, bo akurat jeździ u nas kilka dziewczyn o tym imieniu). Wynagrodziliśmy ją dodatkową jazdą konną w teren. Jednak gdyby nie Pani nic nie wiedzielibyśmy o talencie jednej z naszych amazonek. Serdecznie dziękujemy i trzymamy kciuki za dalsze sukcesy Martyny oraz innych Pani wychowanek. Serdecznie pozdrawiamy. Basia i Bogdan Trepczykowie
Grześ Fortuna, Popularność z półobrotu
By bardziej zbliżyć się do tematu, rzucę hasło, które właściwie wyjaśnia wszystko: Krzysztof Kononowicz. To mój ulubiony i chyba najciekawszy przykład, jak ze zwykłego hodowcy trzody chlewnej można zrobić popularnego w całej Polsce... no właśnie kogo? Ciągle mnie męczy, że nie mogę "obiektów moich badań" nawet nazwać, bo ta grupa nazwy nie ma. Ale, wracając do tematu: dotychczasowa kariera Kononowicza jest najlepszą parodią popularnej frazy: "Od zera do bohatera" lub właściwie: "Od rolnika do polityka" - niby wszystko jest w porządku, Kononowicz z prostego hodowcy przeradza się w medialnego zwierza, i bezsensownymi postulatami próbuje skusić wyborców - ale czuć na kilometr, że pana Krzysztofa jako polityka nikt poważnie nie traktuje. (...)
Spotkałem się zresztą z jeszcze jednym wyjaśnieniem popularności Kononowicza. Otóż, według Czeczetkowicza i ludzi z Podlasia XXI wieku, białostocki rolnik jest popularny dlatego, że mówi prostym językiem. Niestety, takie wytłumaczenie nijak się ma do rzeczywistości. Kononowicz nie mówi prostym językiem, on po prostu gada bzdury. Bo frazy w stylu "zlikwiduję wszystko", lub "kierowcy będą karani za wszystko" nie są proste, a jedynie dobitnie pokazują, że człowiek, który je wypowiada jest zabawką w rękach swoich rzeczników, lub zwyczajnie nie wie, co mówi. Fraz Kononowicza nie da się też w żaden sposób porównać do błędów językowych Lecha Wałęsy. To, co mówił były prezydent nigdy nie stawało się pustym bełkotem, a niektóre jego powiedzenia nabrały waloru językowych aforyzmów, jak słynne "jestem za, a nawet przeciw".
Na koniec przyszła mi do głowy pewna myśl - czy udowodnienie istnienia dinozaurów na przykładzie smoka wawelskiego przez Macieja Giertycha i zaprzeczenie przez niego teorii ewolucji przekazami biblijnymi nie jest bardziej szalone niż zlikwidowanie „wszystkiego" Kononowicza? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam czytelnikowi.
Martyna Niedźwiecka, Koników zapachu mi trzeba!Ostatnio sytuacja zmusiła mnie do tego, aby dosiąść konia. Broniłam się rękami i nogami, ale dałam za wygraną. Po dwóch tygodniach stwierdziłam, że nie obędę się bez jazdy konnej, że słynne kobitki mogą, że Natasza M. jeździ, że córka prezydenta, że koń, że włosy w powiewie, że zapach włosia i inne że-. Odczekałam, z uporem osiołka odczekałam, może jak wlazło, tak i wylizie.... rzekłaby moja kaszubska babka. Nie wylizło, bo córka prezydenta, bo koń, bo te włosy. Po tym upiornym czasie zawitałam w stajni "Bursztyn". No i było tak cóś koło tego, że kobitki jeżdżą, że koń, że nawet włosy, i moje, i końskie i zapach, hmmm... zapach, no! koński! I włosia i tego, co pod włosiem siedzi i spada roztaczając aromaty polskiej wsi w centrum miasta.
Cotygodniowe wyjścia "na konie" sprawiają, że całe 7 dni leci niespodziewanie szybko. Już po paru jazdach poznajesz kilka osób, może nie córkę prezydenta, ale... Każda z nich wyróżnia się specyficznym i odrębnym charakterem, silniejszym niż zwykle, wyrazistszym, niż na miejskim trotuarze.
Weźmy Fifi (cóż to za arcyciekawe przezwisko) nie wsiada, ba! nie pojawia się w stajni bez markowych, śnieżnobiałych bryczesów ze skórzanymi wstawkami, lśniących, lśniących oficerek i tego samego koloru toczka oraz pikowanej kamizelki. Ta pewnie ma jeden z tych proszków-cud, co jak włożysz do pralki, to wyciągasz istną biel. Szyk. Elegancja to coś, co jest niezwykle istotne w wysmakowanej jeździe po padoku, kłusowaniu z wrodzonym talentem do anglezowania, zmieszana z tym właśnie zapachem i przeciągiem we włosach, z zapachem włosia i w ogóle.
Jest też i dobry duch stajni, zawsze znajdzie się taki, we właściwym miejscu o właściwej porze, jakby na przekór elegancji i wyniosłości jeźdźca, choć przekór jest przekorny i ma w sobie nutkę dystynkcji. Pani Lukrecja. To ten typ, co go lubią podlotki i młodzi adepci sztuki: „A daj no, dziecko, posuń się, Lukrecja pokaże, jak to zrobić, aniołku, stokroteczko, moje ty kopytko, ogonasku prześliczny”. Miłośniczka słownictwa wyraźnie pieszczotliwego i nacechowanego tą swojską końskością! Ech! Ten melanż matczynej dbałości z ogonaskiem w tle! Wsi polska, a właściwie Żabianko gdańska! Wielkieś mi uczyniła bogactwa w mowie mojej!
Anielka (nomen omen jakiś), chociaż jest w moim wieku to wygląda na 2 lata młodszą. Chyba to przez te szarawe mysie „ogonaski” (mówiłam, że mi to wlizie do języka!) i ogromne wodniste oczy. Jest osobą strachliwą i mimo, że ma ogromną wiedzę na temat koni, boi się ją wykorzystać w praktyce. A szkoda! Jeździ 4 lata, ale strach paraliżuje jej dalszy rozwój w dziedzinie jeździectwa. Ma z tego przyjemność, a to dziś ważne.
Skoro tak już się zapędziłam, to niech będzie. No jeszcze Maryśka. To dopiero "koniara". Żyje z tymi przyjaznymi zwierzakami prawie w idealnej symbiozie. Powkłada im marchewki do żłobu, gdy nie widzą. Zawsze krząta się po boksach, coś tam gada w mechate uszy klaczy, a co? A to o problemach z chłopakiem, a to, że mama nie chce jej puścić na obóz, a to o szkole, takie końsko – ludzkie gadanie. Urocze. Jak usiądzie na konia, to już jest cała szczęśliwa. A jeździ znakomicie. Zastanawiam się, czy nie odpuścić mojego filmu z wyobraźni, że córka prezydenta, że koń, że włosy w powiewie, że zapach włosia. Czy nie lepiej : że JA, że koń, że Marysia, że słowa w powiewie z ucha do ucha, że zapach przyjaźni?
Rozmyślam o tym dość często. Może jest taki typ człowieka, taki dziwak, żyjący w miejskiej dżungli, który nie godzi się z pędem, z pracą, z betonem, z natłokiem spraw, ucieka w stajnię, gada, mierzwi końskie grzywy, brata się, marzy o indiańskiej wolności i o tym, że koń, że wiatr we włosach, że przyjaźń, że wolność.
Giulia Massi,
Tak jak młode lwy :)
Rano, gdy wychodzę z domu mój zmysł węchu rozpoznaje bardzo charakterystyczny zapach świeżej bazylii i pomidorów posadzonych w naszym ogrodzie. Zazwyczaj wskakuję na rower i pędzę zawiłymi lecz uroczymi alejkami do najbliższej piekarni, aby kupić najsmaczniejsze rogaliki w całym Gdańsku. Ach co za rozkosz wejść do miejsca gdzie czuć tak rodzinną atmosferę! To właśnie w tym miejscu zachwycam się smakiem pysznych rogalików rozpływających się w ustach i mruczę... rozkosze podniebienia dają mi sygnały do wypowiedzenia niewypowiedzianego. Czy gdańszczanin musi wszędzie słyszeć lwy albo pomrukiwać, jak one? Czy herb miasta determinuje zachowanie przeciętnego obywatela? Lwio refleksyjna pławię się w słońcu, przeciągam jak kot, jestem pełna energii i staram się ją jak najlepiej wykorzystać. W drodze powrotnej do domu spotykam moich bardzo gadatliwych sąsiadów, którzy zawsze witają mnie z serdecznym uśmiechem oraz wielkim entuzjazmem. Najbardziej lubię lato właśnie dlatego, że mam dużo wolnego czasu, dzięki temu mogę leżeć godzinami na gorącym od słońca piasku i wsłuchiwać się w ryk morza, a moja skóra robi się coraz ciemniejsza.W południe zrywam się kładąc swe łapy w cienie drzew, tu zjem. Posiłek będzie obfity i wystarczy mi na długo. Potem zasnę w cieniu, rozrzucę włosy na kocu i będę słuchać ryku fal. I jeszcze zamruczę w błogim lenistwie. Tak zbieram siły, do tego by żyć, do tego by walczyć, do tego, by bronić. Czego? Wszystkiego, co nakazuje mi moje „ja”: siebie, rodziny, domu, ziemi.... jak lwica swojego terenu... słuchając ryku fal, mrucząc przy rogalikach i rozrzucając swą grzywę na piasku.
Justyna ŁuczakMagiczny Gdańsk
Paweł Kopeć, Świat bez rondaTymczasem lew pochłonął ostatnią wielką porcję lodów waniliowych i spokojnie, oblizując się wielkim jęzorem zajął miejsce obok swego kolegi na ścianie. Uciekiniera z oliwskiego ogrodu zoologicznego dotąd nie odnaleziono, a jego klatkę zajęło jakieś małe zwierzątko. Policjanci, wojsko i myśliwi nadal krążą po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Właścicielka greckiej restauracji znikła bez śladu. Podobno spotkała swojego lwa i zrezygnowała z interesu. Świadkowie zdarzenia sadzą, że to, co widzieli, było efektem gdańskiej wódki spożywanej w nadmiarze, a gospodyni Domu Zarazy nikt nie chce uwierzyć, że widziała lwa, bo wszyscy sądzą, że wielkie rondo kapelusza nie pozwala widzieć świata takim, jaki naprawdę jest.
Małgosia Siepiera, Lwia legendaDawno temu, w ZOO w Oliwie mieszkało stado lwów. Dwa z nich chciały żyć na wolności. Były zachwycające, miały piękne grzywy, a przede wszystkim były bardzo groźne. Pewnego dnia postanowiły, że uciekną i spełnią swoje marzenie. W tym samym czasie odbywał się remont starej wieży Ratusza Głównego w Gdańsku. Lwy biegły w stronę budowy, ponieważ słyszały o lesie, który miał znajdować się w pobliżu. Przebiegając przez schody ratusza, przewróciły wielki pojemnik z cementem, którym się oblały. Nie mogły się ruszyć i tak zostały na schodach Ratusza do dnia dzisiejszego. Z tęsknotą spoglądają w kierunku Złotej Bramy, którą niegdyś przybyły do miasta.
|
Stoją nad wodą gdańskie lwy, |
loża szyderców
Ciekawym zjawiskiem w naszej szkole jest powstanie nieformalnej grupy, zwanej też pokątnie: Lożą Szyderców. Jej działalność, choć skrywana, jednak od czasu do czasu daje się zauważyć. Polega ona na wszechstronnej krytyce elit rządzących i zjawisk społecznych zarówno tych, dotyczących szkoły, jak i pozaszkolnych. Ekipa ma głębokie poszanowanie dla języka, co przejawia się szczególnym umiłowaniem lektur okresu sarmackiego w poszukiwaniu leksemów i zwrotów charakterystycznych dla tego okresu i posługiwaniu się archaicznym słownictwem na forum. Do tego dołącza współczesne słownictwo z pogranicza naukowego i zabawne wtręty nauczycieli zapisywane skrzętnie na Karcie Szyderców. teksty utrzymują się w konwencji żartu artystycznego. Posmakujmy...
Filip WąsHomo politicus pro Elior Homo Superiore
Polityk jako człowiek lepszy
Opisując owe wspaniałe domusy, wielkomocnych Elior Homo ustrzec Was muszę, mego zacnego czytelnika, ażeby starać się nie przybliżyć aż nadto, ino z własnych doświadczeń piszę ninie, iż domostwa owe, wille nieskończone, mają bardzo strzeżone gościnne progi, dzięki psom szczekliwym, panom dużym i snajperom cichym. Onegdyś Politycy nasi kochani zamieszkiwali w malutkich domostwach w blokach piętrowych, jednak majestat ich nie pozwala dziś na ukazywanie się domowo w czymś nieodpowiednio wysublimowanym Aczkolwiek nie każdy z Homo Superiore potrzebuje tak wielkich przestrzeni strzeżonych, azaliż mieszkają oni w niedużych domostwach na pograniczach miast tudzież lasów. Wewnętrznie domusy przepięknie oddają hołd swym właścicielom, udekorowane skromnie ichnimi portretami a malowidłami płóciennymi oraz popiersiami i pomnikami za szczodrze oddane małe sumy podatkowe wszystkich wiernych obywateli. Apeluję z razu, aby stosować doraźne środki perswazji dla owych giaur a niewiernych, ażeby spłacili swe długi pieniężne wobec ich hojnego państwa.
Konkludując wszystek mych wywodów, dojść można do wniosku, iż rzeczywiście Homo Politicus są Elior Homo Superiore, aczkolwiek nie zawsze na to wyglądają. Pamiętajcie jednak wszyscy wiarołomni malkontenci – Prawo jest wszechmocne, a Sprawiedliwość wszędobylska, więc Politycy nigdy się na siebie nie obejrzą, lecz zawsze będą czuwać nad krajem i pielęgnować go.
Karol MietkowskiREFLEKSJA po sprzątaniu szatni
|
|
HARPAGAN
Zuzia Wojtyło i Gaja Dreszler - HARPAGANZadaniem rajdu jest pokonanie własnych słabości, kończąc jedną z trzech tras: 100 kilometrów pieszo w 24 godziny, 200 kilometrów rowerem w 12 godzin i 50 kilometrów pieszo i 100 kilometrów rowerem w 18 godzin. Po ukończeniu jednej z tras w wyznaczonym czasie i zdobyciu wszystkich punktów kontrolnych otrzymuje się tytuł Harpagana. W tym roku w rajdzie wzięło udział 730 osób, z czego 111 zdobyło tytuł Harpagana na trasie pieszej, trzy na trasie rowerowej i jedna na trasie mieszanej. Pierwsze miejsce na trasie pieszej zdobyła para Ukraińców- Ganna Stepankowa i Yevgeniy Mygorodsky z czasem 15 godzin i 46 minut. Na trasie rowerowej zwycięzcą został Tomasz Widuchowski z czasem 11 godzin i 32 minuty, a na trasie mieszanej- Andrzej Chorąb z czasem 16 godzin i 14 minut. Mimo dobrego przygotowania nie obyło się bez komplikacji w polu rolnika i akcji przed sklepem spożywczym. Na wspaniałe przeżycia i niezapomniane emocje można liczyć już jesienią w trakcie Harpagana 34.
Anastazja Makowiec, Oliwia Rodecka
TESTY GIMNAZJALNE
Klasa III gimnazjum pisała 24-stego i 25-stego kwietnia najważniejsze, jak do tej pory egzaminy. Pierwszego dnia odbyła się część humanistyczna, tematem były ogrody. Pytania w większości opierały się na tekstach, rzadko kiedy na wiedzy. W pracy pisemnej musieliśmy uwzględnić role ogrodów w naszym życiu. Drugiego dnia była część ścisła, czyli przedmioty takie jak: fizyka, biologia, chemia, matematyka i geografia. Temat znowu był zaskakujący: MORZE BAŁTYCKIE. Większość zadań dotyczyła chemii i geografii. Ćwiczenia nie wymagały zbyt dużego zastosowania wzorów, a logicznego myślenia. Odczucia piszących po wyjściu z sal były bardzo zróżnicowane, Większość twierdzi, że lepiej poszedł im test humanistyczny. Teraz pozostaje nam czekać do 14-stego czerwca na wyniki egzaminów.Martyna Kostrowicka, Kasia Sempka
Zawody gimnastyczne
Dnia 16 kwietnia odbyły się 12-ste zawody gimnastyczne. Na początku zawodów były pokazy mistrzów. Wystąpiły trzy grupy dziewcząt z gimnazjum. Na pierwszy ogień poszła capoeira, pod nadzorem Gai Dreszler i Magdy Nowak. Dziewczyny pokazały sztukę walki połączoną z tańcem. Drugi zespół zaprezentował taniec nowoczesny, dzięki fantastycznej choreografii Pauliny Kamut. Ten pokaz miał głęboki przekaz: „taniec łączy i godzi ludzi”. Jako ostatnie zatańczyły podopieczne Karoliny Czochańskiej cha-chy. Wszystkie grupy utworzone z zawodników od II do VI klasy miały swoje 5 minut na samym środku sali gimnastycznej. Widzieliśmy przeróżne układy gimnastyczne i słyszeliśmy zmyślne nazwy zespołów. Podczas zawodów odkryliśmy wiele nowych talentów, ale i te stare nas nie zawiodły. Wszyscy byli wspaniali, idea zawodów polega na wyłonieniu zwycięzców ;( Z wielkim trudem jury podjęło decyzję i w rezultacie I miejsce zajęły w klasie II dziewczynki: Ola Hallmann, Zuzia Dudanowicz, Klaudia Zientara i Matylda Grabska- najbardziej ekstremalna zawodniczka. W klasie III: Agnieszka Sempka, Paulina Wróblewska, Ania Procner- „white rose”, takiej gibkości można tylko pozazdrościć. Z klasy IV najlepsze okazały się dwa zespoły: Małgosia Siepiera, Jagoda Piechocka jako "Crazy Girl" i Ola Szczęch, Maja Tarnowska jako "Sport Girl" Klasa V to niezapomniane "Pomarańczki".W klasie VI najlepsi okazali się chłopcy: zawsze niezawodny Kuba Raniszewski (uzdolnienia w kierunku gimnastyki ponoć po mamie), Paweł Kopeć, Michał Kalicki, Eernest Kiedrowicz, cóż to był za taniec....
Dania
Uczniowie naszej szkoły co roku wyjeżdżają do Danii wraz z dziećmi chorymi na fenyloketonurię. W tym roku dopisała pogoda – 25 stopni C. Nasi uczniowie dali koncert pieśni polskich dla tamtejszej polonii, co było szczególnie wzruszające dla wielu pozostających na obczyźnie rodaków. K. Bielańska,
Doskonale pamiętam
Doskonale pamiętam jednak każdą grę, zwiedzany zabytek i miejsce. Jak to na wyjeździe, zdarzyło się dużo śmiesznych historii... oto jedna z nich:
Któregoś popołudnia klasa V przedstawiała opowieści z Narnii. Całość poszła doskonale, aż nadszedł czas bitwy. Na samym końcu Zuzanna (Klaudia) i Łucja(Ola) wyszły z dwóch stron prezentując łuk. Ponieważ na zrobienie rekwizytów było mało czasu łuk był bardzo prymitywny, jego wielkość nie przekraczała 20cm. na widok czegoś, co miało być łukiem wszyscy wybuchli śmiechem.
Prócz naszej i pani Małgosi Polczyk fascynacji Narnią, zwiedzaliśmy Roskilde. miasto to było pierwszą stolicą Królestwa Danii. W początkach XV w. stolicę przeniesiono do Kopenhagi, co przyczyniło się do upadku jego znaczenia. Szczególnie podobała nam się niezwykle fotogeniczna syrenka kopenhaska, z którż niektórzy mają zdjęcie... Rzeźba została zamówiona i ufundowana w 1909 przez syna założyciela browaru Carlsberg -
Po raz pierwszy widzieliśmy Bałtyk w odcieniu lazurowym. to od najwyższego klifu w europie spływał pył kredowy:). Nietrudno się domyślić, że Legoland był jedną z największych atrakcji. W naszą pamięć mocno wryły się także dyskoteki, w końcu parkiet był zapełniony a nie pusty jak to zazwyczaj bywało. Bardzo tęsknimy za naszymi towarzyszami. Przy pożegnaniu nie jednej osobie zakręciła się łezka w oku:(
Całe szczęście mamy swoje adresy. Podtrzymuje nas na duchu to, że już 3 czerwca się spotkamy.
poeyja
Gdański konkurs na najpiękniejszy wiersz o książce – wygraliśmy!
Niespodzianki literackie przygotowane przez uczniów Gimnazjum Nr 2 w Gdańsku, „Pan Tadeusz” w wykonaniu gdańskich rajców oraz atrakcyjne nagrody dla laureatów konkursu „Najpiękniejszy wiersz o książce” towarzyszyły obchodom Światowego Dnia Książki w Gdańsku.
Światowy Dzień Książki wraz z gdańskimi gimnazjalistami świętowali w Nowym Ratuszu gdańscy rajcy. Tegoroczne święto książki poświęcone było naszemu wieszczowi Adamowi Mickiewiczowi i jego dziełu „Pan Tadeusz”
Laureaci konkursu „Najpiękniejszy wiersz o książce” odebrali nagrody i wyróżnienia. Jury konkursowe przyznało pięć równorzędnych nagród, które otrzymali:
• Michał Łazor
• Marta Hinz
• Daria Kowalska
• Julita Linowska
• Beata Wałdowska
Przyznano również pięć wyróżnień oraz 42 podziękowania pozostałym uczestnikom konkursu. Gdańscy rajcy oraz rodzice gimnazjalistów przeczytali fragmenty „Pana Tadeusza”, za co zostali nagrodzeni gromkimi brawami przez zgromadzonych miłośników książki i literatury. Prezentujemy wiersze finalistów.
Beata WałdowskaMiłośniczka prozy Zjadłam litery lecz głodną się ostałam ciągle łakoma być nie przestaję nie chcę z ludzkim kamieniem wędrować na plecach z zagadkami personifikacji i z epitetem bez metafor, bo one wcale nie sycą wciąż głodna znów jem i jem i jem przytyłam | Michał ŁazorNa książkowym głodzie Mam głód taka gastrofaza co się zdarza Mam głód rzecz jest bytem LITER Mam głód Luster wyobraźni SŁÓW Mam głód przestrzeni wierszy ZDAŃ Mam głód Świadka ludzkich myśli Taka racjofaza. |
Katarzyna Sempka, PrzeznaczenieKsiążka mała, wielka księga Każda z nich do uczuć sięga. Raz zachwyca, raz podnieca, I w człowieku płomień wznieca, Ogień przeżyć i przygody, Wiosennej zimą pogody, Zimnej w lecie nocy. I zachwytu prosto w oczy Złapać chce w swe sidła słowne I zatrzymać go, nie zapomnieć, By nie zbłądził, by nie pytał, by mu książka była wszystkim W samotności psem milczącym W dobrym czasie szczekającym. Niezatarta bez pamięci Co młodego kusi, nęci. | Zuzanna Sadowska, Oda do książki O Książko! Morderczyni czasu Królowo domowego zakątka Przewianego zatłoczonego tramwaju I półki przepełnionej rupieciami Świadku historii! Dowodzie tragedii Przyczyno rozwodu I mego głodu Usiądź przy mnie Zostań Pogadamy W ciszy |
Mateusz Rożek i Wiktor Stankiewicz laureatami II Wojewódzkiego Konkursu Poetyckiego "Moje podwórko, moja dzielnica, moje miasto".
Organizatorem konkursu byłą Szkoła Podstawowa nr 81 w Gdańsku. Konkurs skierowany był do uczniów klas IV - VI szkół podstawowych województwa pomorskiego.











Joasia Mitura
Paulina Szymańska,
Kacper Jagodziński
Natalia Matys
Kacper Bronk, Harlequin
Staś Kamiński
Beata Wałdowska
Michał Łazor
Katarzyna Sempka, Przeznaczenie
Zuzanna Sadowska,
