Z podróży...Wilno

Wilno i jego mieszkańcy oczami Magdy Są to bardzo sympatyczni ludzie

W dniach 15-19 października klasy: 1. gimnazjum i klasa 6. pojechały do Wilna. O dniach tam spędzonych opowie nam Magdalena Welz.

- Co zrobiliście po przyjeździe do Wilna?
- Rozeszliśmy się do domów  rodzin, które przyjęły nas w gościnę.
- W jakiej ty rodzinie mieszkałaś?
- Mieszkałam w rodzinie czteroosobowej. Była tam dziewczynka w moim wieku o imieniu Violetta i jej pięcioletnia siostra oraz oczywiście ich rodzice.
- Jak zostałaś przyjęta?
- Przede wszystkim bardzo gościnnie. To mili, otwarci ludzie. Powiedzieli, że wszystko, co jest na stole mam brać i czuć jak u siebie w domu.
- Trochę teraz zmienię temat i spytam cię o powód i cel waszej wyprawy.
- Przyjechaliśmy tam między inny po to, by przedstawić nasze przedstawienie, które prezentowaliśmy też w Belgradzie. Okazją był Dzień Patrona Szkoły, która nas zaprosiła. Tym patronem jest Jan Paweł II. Przedstawienie trzeba było trochę dopasować do uroczystości. Wszystko poszło znakomicie. Z tą szkołą jesteśmy zaprzyjaźnieni od dawna. Co roku czwartacy naszej szkoły nawiązują korespondencyjny kontakt z czwartakami z Jana Pawła II.
- Co robiłaś w czasie wolnym w rodzinie, w której mieszkałaś?
- Mieliśmy jeden dzień wolny i wtedy pojechałam z goszczącą mnie rodziną na działkę. Znajdowała się ona kawałek od miasta  (około dwudziestu  kilometrów). Spotkałam tam bardzo starą kobietę. Przypominała baby z rosyjskich bajek. Okazało się, że jest Polką. Niestety nigdy nie przyjechała do Polski. To była prawdziwa wieś. Szliśmy po mleko i twaróg do wiejskiego gospodarstwa. Bardzo miło spędzałam czas. Poznałam całą rodzinę. Wszyscy byli bardzo sympatyczni. Ciągle się śmiali i biesiadowali. Jedliśmy potrawy dla mnie nieznane ( już nie pamiętam ich nazw), a wszystkie były zaprawione żartami.
- Skoro już zaczęłaś ten temat, to ja go dokończę. Jak wyglądała kuchnia litewska?
- Kuchnia litewska różni się od naszej. Powiedziałabym nawet, że bardzo. Na przykład pierogi. U nas to jest ciasto z farszem w środku, u nich to też jest takie ciasto, tylko oni je wypiekają, a nie gotują tak jak my. Mnie osobiście ich potrawy nie za bardzo smakowały, ale to jest już kwestia gustu.
- Wcześniej cię zapytałam, co robiliście w czasie wolnym. Teraz powiedz, co robiliście, gdy spotykaliście się z całą grupą.
- Wtedy tak naprawdę głównie zwiedzaliśmy. Byliśmy na wieży telewizyjnej, a także w kościele pod wezwaniem Piotra i Pawła, zwanego „perłą barokową”. Pojechaliśmy także do Trok.
- Co z tego wyjazdu najbardziej ci się podobało?
- Z tego wyjazdu najbardziej podobało mi się to, że mieszkaliśmy w rodzinach. Miło wspominam ostatni dzień spędzony z Wiolettą i jej bliskimi. Myślę, że to był taki dobry moment na integrację. To mi się właśnie najbardziej podobało.
- Czy chciałabyś wrócić do nich?
- Tak, bardzo bym chciała, ale myślę, że może oni by całą rodziną przyjechali do nas. Są to bardzo sympatyczni ludzie. Jestem pewna, że bardzo łatwo nawiązaliby kontakt z moją rodzinką.
- A propos kontaktów, czy masz je z nimi nadal ?
- Mam (uśmiech). Piszę do Violetty maile, a ona mi odpowiada. Żaden problem.
Dziękuję za rozmowę.  
z Magdą Welz rozmawiała Szafira

  kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła w Wilnie